home | kontakt | formularze | partnerzy | dystrybutorzy | uśmiech dziecka | muzyka VTM |


Historia małej Vivien i jej kamykowej gry

Pewnego zimowego dnia, a było to chyba w grudniu 2006 roku, krótko po tym, jak moja córka skończyła 4 lata, podeszła do mojego biurka i stwierdziła, że jest smutna. Bardzo żałuje, że wysłała do Mikołaja tak wcześnie swój list. Zapytałem: „Dlaczego?”. „Znowu zapomniałam dopisać kamykową grę”. Widząc jej smutek, powiedziałem: „To nie jest wielki problem, kochanie. Nawet jeśli Mikołaj nie przyniesie kamykowej gry, to jeszcze jest Gwiazdka oraz Zajączek, który ma zwyczaj spełniać życzenia grzecznych dzieci”.

Łzy w jej oczach, które pojawiły się 24 grudnia, kiedy to pod choinką nie znalazła charakterystycznego drewnianego pudełka, zdradzały, jak bardzo zależało jej na otrzymaniu kamykowej gry. „To jest moja ulubiona gra i mogę w nią grać tylko w przedszkolu” szlochając, powiedziała, gdy trzymała w ręku ostatni prezent, który okazał się czymś innym niż oczekiwana gra. Nie wiedziałem, dlaczego córka tak bardzo marzyła o kamykowej grze, skoro gra w nią codziennie w przedszkolu. Nie znałem tej gry, a z opowiadań Vivien nie mogłem sobie nawet wyobrazić, o co w niej chodzi. Zapytałem więc wprost: „Dlaczego tak bardzo chcesz mieć kamykową grę?”. „Bo ty byś w nią ze mną na pewno grał! odpowiedziała dumnie, patrząc mi przekornie w oczy. - Mogłabym grać w domu, u babci i na feriach. Ty nawet nie wiesz, jaka ona jest piękna, fajna i jak śliczne są jej kamyki. One błyszczą i są bardzo szlachetne, a jeden z nich jest zaczarowany”.

Tymi słowami wzbudziła we mnie wielką chęć poznania tajemniczej gry. Obiecałem, że następnego dnia przyjdę wcześniej do przedszkola i zagram z nią. Jej radość była wielka, tak jak zdziwienie innych dzieci, na widok rodzica, który zasiadł w przedszkolu na maleńkim taborecie i rozegrał z córeczką kilka partii...

Tu zaczyna się wielka przygoda z grą, której nie znałem nawet nazwy. Żyłem wówczas wraz z całą rodziną na emigracji, co bardzo utrudniało kupienie gry. Wszystko skomplikowało się jeszcze bardziej, gdy dowiedziałem się w przedszkolu, że nikt nie zna nazwy tejże gry, a dzieci mówią o niej po prostu: kamykowa gra. Długie poszukiwania w internecie były bezskuteczne - pod hasłem „kamykowa gra” w sieci nie znalazłem nic, co mogłoby ją przypominać. Wszcząłem więc dochodzenie niemalże detektywistyczne. Jako zleceniodawcę potraktowałem własną córkę, a jako cel i nagrodę - jej uszczęśliwienie. Pocieszające było to, że do Zajączka pozostało jeszcze trochę czasu.

Dowiedziałem się, że grę do przedszkola dostarczał przedstawiciel handlowy, który przyjeżdżał raz w roku, przeważnie przed świętami Bożego Narodzenia. Niestety, nikt nie miał jego wizytówki. Pozostało czekać kolejny rok lub poszerzyć zakres poszukiwań. Nie wiem, ile nocy spędziłem nad komputerem, wpisując słowa kojarzące się z kamykową grą we wszystkich znanych mi językach. Efekt: zero! Obdzwoniłem wszystkie znane mi w Polsce nauczycielki i przedszkolanki - z podobnym skutkiem. Problemem była całkowita nieznajomość gry w naszym kraju. Zdeterminowany tą sytuacją oraz dopingowany dopytywaniem się mojego małego zleceniodawcy, nie znając nazwy gry, postanowiłem udać się do wszelkich znanych mi sklepów zabawkowych na terenie Europy.

Pewnego wiosennego dnia starszy ekspedient dużego sklepu porównywalnego z METRO na pytanie o grę z drewna, w której zasady polegają na przerzucaniu kamyków z dołka do dołka, upewniwszy się, czy na pewno mam na myśli kamyki, a nie drewniane kuleczki, zaprowadził mnie do działu strategicznych gier towarzyskich. Na jednej z półek znalazłem dwie nieco podobne gry o dziwnych nazwach: Mankala oraz Kahala. Mimo że Kahala nie była kamykową grą, zdradzała swoim wyglądem przynależność do rodziny i - co ważniejsze - wydawała się mieć oryginalną nazwę. Sprzedawca miał rację, w tej grze zamiast kamieni w dołkach znajdowały się małe drewniane kuleczki. To już jednak nie stanowiło dla mnie problemu.

Jeszcze tego samego wieczoru wbiłem do światowych wyszukiwarek kolejno hasła: Kahala oraz Mankala i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu ukazało się 75 tys. wyników. Odnalazłem wiele nazw i wiele odmian tejże gry wśród nich naszą „kamykową grę”, nazywaną w Mezopotamii Hus, gdzieś indziej Bao, a jeszcze w innym miejscu... złodziejem kamieni czy pereł. Gra pochodzi z Afryki i znana jest od tysięcy lat na całym świecie, z kilkoma tylko wyjątkami, do których należy - przepraszam, należała - Polska.

Nazwaliśmy ją razem z córką HusBao, bo ani Hus, ani Bao samodzielnie nie spełniały do końca naszych wspólnych oczekiwań. I tak HusBao po raz pierwszy odwiedziło nasz kraj i błyskawicznie znalazło wielbicieli w kręgu koleżanek naszej córki, rodziny i znajomych.

Kilka miesięcy trwało znalezienie odpowiadającego nam modelu gry, który na światowym rynku występował w kilkudziesięciu odmianach - od plastiku poprzez karton, buk i dąb do ręcznie zdobionego hebanu, prawdziwego dzieła afrykańskiej sztuki. Najpiękniejszy był jednak oryginał wykonany z nieznanego w Polsce afrykańskiego drewna Samena. Kolejnym krokiem było wyszukanie odpowiednio dużych i wyrazistych półszlachetnych kamieni. Tybet, Brazylia i Peru przerosły nasze oczekiwania. W ten oto sposób skompletowaliśmy dla siebie wymarzony egzemplarz tej ponadczasowej i pięknej gry, który dzisiaj razem z Vivien chcemy przekazać w Państwa ręce i życzyć równie wiele radości, ile przyniosła nam, będąc naszym prawdziwym towarzyszem już od kilku lat.

HusBao nie tylko wypełnia deszczowe jesienne wieczory, lecz także jest nieodłącznym elementem pikników i wszelkich podróży. Jeśli z jakiegoś powodu nie możemy gry zabrać ze sobą, kopiemy w piasku na plaży dołki i zaczynamy grać zebranymi muszelkami. Rozgrywamy partie o każdej porze dnia, a czasem nawet i nocy. Vivien ma już prawie 7 lat i nieraz lubi posiedzieć z rodzicami nieco dłużej, naciągając ich na jeszcze jedną partię. Wtedy zastanawia się wyjątkowo długo i planuje strategicznie każdy swój ruch, wygrywając w ten sposób na czasie.

Życzymy przyjemnej gry i obcowania z najciekawszą i najbardziej ekskluzywną wersją HusBao, która poza swoimi walorami edukacyjnymi i ćwiczeniem umysłu wspaniale relaksuje i wypełnia wolny czas każdemu graczowi bez względu na wiek. Ten, kto ze swoim dzieckiem nie zagrał nigdy w HusBao, nie wie jeszcze, co stracił. Oczywiście może to teraz nadrobić. Ja uwielbiam wieczorne partie z Vivien, szczególnie te zimowe przy kominku, kiedy relaksując się, mogę podziwiać skupienie córki i obserwować, jak z partii na partię rozwijają się jej możliwości i umiejętność szybkiego liczenia oraz przewidywania. Zawsze sie też zachwycam, patrząc, z jaką szybkością i gracją jej małe rączki zbierają i rozsiewają kamyki po kolejnych dołkach. Tej zgrabności i motoryki możemy, jako dorośli, tylko pozazdrościć naszym dzieciom i cieszyć się jednocześnie ich wspaniałym rozwojem i radością, jaką sprawia prawdopodobnie najstarsza gra świata - HusBao.

Mimi (Tata od Vivien)

© 2008 Strona jest własnością Kryniewski Press&Media. Wszystkie prawa autorskie zastrzeżone
HusBao kamykowa gra – to zastrzeżony słowno-graficzny znak towarowy

muzyka relaksacyjna Solitudes | muzyka relaksacyjna VTM | Avalon | reflections | Somerset Ent.

Zgodnie z art. 173 ustawy Prawa Telekomunikacyjnego informujemy, że używamy pliki cookies w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Zawsze możesz zmienić te ustawienia. szczegóły znajdziesz w Polityce Cookies. Kliknij tutaj, aby wyrazić zgodę i ukryć komunikat.